Największym zaskoczeniem w Valparaíso była zbudowana z kontrastów atmosfera miasta. Jest jednocześnie brzydkie i piękne, ponure i kolorowe, biedne, ale radosne. Valparaíso to swoista stolica chilijskiego street art’u.
Pomalowane jest całe miasto – fasady budynków, drzwi, schody, asfaltowe ulice, chodniki, latarnie. Słowa nie oddadzą tego w pełni. Zobaczcie sami!




Po ulicach Valparaíso można spacerować godzinami, czując się jak w galerii sztuki, ale nasze brzuchy szybko upomniały się o kolejną dozę pysznego chilijskiego jedzenia. Tym razem skusiłyśmy się na cazuele, czyli rodzaj rosołu. Na talerzu możecie się spodziewać ogromnego kawałka mięsa (drobiu lub mięsa wołowego), kawałka kolby kukurydzy, dyni i innych warzyw. Może się też zdarzyć cazuela z dodatkiem ryżu czy klusek.
Dobrze to wygląda i jeszcze lepiej smakuje.
Dziś niestety wyjeżdżamy z Valparaíso i kierujemy się na północ.
Hasta luego Czytelnicy!
