Po dotarciu do Chile w jednym kawałku, postanowiłyśmy, że pojedziemy zobaczyć Park Narodowy Lauca, położony w północnej części kraju. Jest on wpisany na listę Rezerwatów Biosfery UNESCO, więc zachęcone ruszyłyśmy w drogę.

Do Parku Narodowego Lauca pojechałyśmy autobusem. Wysiadając w Putré, które znajduje się niedaleko od naszego celu, nie mogłyśmy ukryć podekscytowania. Czytałyśmy, że park ten posiada wiele atutów, którymi rekompensuje braki w infrastrukturze turystycznej. Są nimi, między innymi, 6 sześciotysięcznych wulkanów, jedno z najwyżej położonych jezior na świecie (Chungara, 4500 m.npm), gejzery, gorące źródła, różnokolorowe skały, flamingi oraz wolno żyjące alpaki, lamy i wiele innych zwierząt.

Uznałyśmy, że nie będziemy wynajmować przewodnika i zrobimy sobie swoją wycieczkę. Tak nikt nie będzie nam narzucał swojego tempa i będziemy mogły chłąnąć piękno Parku Luaca w swoim czasie. Miałyśmy szczeście, ponieważ pogoda była idealna na takie spacery. Ani nie było za zimno, ani też słońce za bardzo nie grzało w głowę.





Wysiłek zaostrzył nasz apetyt. Dzisiaj spróbowałyśmy Sopaipillas, czyli typowego chilijskiego streetfoodu. To placuszki pszenne smażone w głębokim tłuszczu. Są okrągłe i mają dziurki od widelca. Najsmaczniejsze są z dodatkiem sosów lub past.

Niestety nie udało nam się zwiedzić całego parku, ale i tak był to świetnie spędzony czas na łonie natury. Teraz kierujemy się na południe kraju.
¡Hasta luego, Czytelnicy!